W niedzielny, mroźny poranek wpadam do Ani na warszawskiej Pradze. Rozsiadamy się na sofie w jej białym jak śnieg, “skandynawskim” mieszkaniu. Za każdym razem, gdy tu jestem, nie mogę się nadziwić, jak tu ładnie i przytulnie. Moja przyjaciółka urządziła je, dysponując naprawdę niewielkim budżetem i pracą własnych rąk! Bez pomocy architekta, za przysłowiowe grosze!